Być Tatą
Robert, 35 lat, tata 4-letniego Stasia i półrocznego Franka opowiada o urokach tacierzyństwa
Jakie były Twoje wyobrażenia o ojcostwie?
To był raczej pakiet wyobrażeń… Zawsze uważałem, że to naturalne. Gdy miałem 5 lat wiedziałem, że będę miał dzieci, a potem się niewiele zmieniło. Przed pierwszym dzieckiem zastanawiałem się, jak zmieni się moje życie, czy będę miał czas na kino i inne rzeczy, które lubiłem.
No dobrze, a takie zmiany, jak konieczność nauczenia się tego, jak pielęgnować malucha…?
Przy drugim dziecku jest to oczywiście prostsze. Przy pierwszym rozmawiałem z bardziej doświadczonymi i oczywiście sporo czytałem. Chodziliśmy też do szkoły rodzenia.
Jak to oceniasz?
Czułem się tam, jak na wakacjach. Nic mnie nie zaskoczyło i byłem zrelaksowany. Myślę, że idąc razem do szkoły rodzenia, trzeba pamiętać o otwartości i samemu nie narzucać sobie ograniczeń związanych ze stereotypami roli ojca i matki.
A co pokazało życie? Masz czas na kino?
Kiedyś chodziłem do kina często, powiedzmy 3 razy na miesiąc. Teraz chodzimy do kina raz w roku… Ale mamy za to kino w domu. Poza tym zmiany dotyczą tysiąca innych rzeczy. Tego, jak wygląda Twój dzień, wakacje, czas wolny.. Czy jeździsz wolno czy szybko? Ja akurat jeżdżę tak samo, chociaż się nad tym zastanawiałem. Myślę, że bardziej zmieniło się życie mamy, ponieważ ja przede wszystkim pracuję w ciągu dnia. Poza tym mamy z żoną taką umowę, że jeden tydzień w roku spędzam bez rodziny na wyjeździe, gdzie realizuję swoje pasje.
Takie wakacje taty, tak?
Można to tak nazwać, chociaż, to nie znaczy, że na tydzień zapominam w ogóle o rodzinie.
A czy mama też ma wakacje?
Właśnie nie… Ja czuję się winny, ale ona powtarza, że nie ma takich wymagań, że wystarczy jej wolny wieczór raz na jakiś czas, a ja powinienem wyjeżdżać.
Teraz będzie pytanie trochę stereotypowe, co nie oznacza oczywiście, że zależy mi na wzmocnieniu stereotypu. Powiedz, czy czujesz się głową rodziny?
Nie.
Chyba muszę drążyć ten temat… Mąż, ojciec, samiec…może nie czuć się głową rodziny…?
Kiedy był u nas pan ankieter z GUS-u, zadał to pytanie? Żona (była sama w domu) odpowiedziała, że ona jest głową rodziny. Nie pozostawiła żadnych wątpliwości. Ale tak na poważnie – mamy partnerski układ. Staramy się myśleć w kategoriach „my”. Czyli, jeśli jedno z nas decyduje, to tak jakbyśmy podjęli decyzję wspólnie. Jesteśmy rodziną, której istota wyklucza by tylko jedno z nas pełniło rolę głowy.
Wracając do stereotypów – czy chodziłeś może z wózkiem, tak bez żony?
Oczywiście… i uprzedzę chyba kolejne pytanie - nie czułem skrępowania. Nigdy nie miałem z tym problemu. Wydaje mi się, że ojcowie realizują misję z wózkiem. Na przykład misja dokoła podwórka, albo do latarni i z powrotem. Poza tym chodzenie z wózkiem nie trwa przecież zbyt długo. Potem, gdy dziecko chodzi, ojciec może się wykazać większą aktywnością – zwłaszcza przy chłopcach.
Opowiedz proszę o tym, jakie są Twoje ojcowskie satysfakcje?
Im dzieci starsze tym więcej satysfakcji. Z racji wieku, Staszek daje mi więcej powodów do dumy, bo więcej już potrafi. Cieszę się z każdego postępu na jego własnej drodze. Nie zmienia to faktu, że uważam Franka za fantastycznego niemowlaka.
Kiedy jesteś, więc dumny?
Na przykład, gdy Staszek wejdzie na murek, na który inne dzieci nie wejdą. Albo, gdy coś wie, czego inni nie wiedzą. Kiedy dobrze odbija piłkę… Ja wiem, że to są proste rzeczy, ale trzeba je zauważyć i umieć docenić. Uważam, że obaj chłopcy są naprawdę wyjątkowi. Cieszyłbym się, gdyby każdy rodzic tak myślał o swoich dzieciach.
Obserwuję piętrowe łóżko chłopców – jest drabina, gruba lina, zjeżdżalnia – chyba zaczynam rozumieć, skąd sprawność Stasia we wchodzeniu na te mury…
No właśnie, to bardzo prosty sposób na doskonałą zabawę. Poza tym gra w berka, w chowanego, w piłkę i oczywiście wyjście na sanki, bieganie po kałużach – to najlepsze zabawy.
Ale poza tym, w pokoju dzieci jest wielki regał z książkami – naprawdę ich liczba robi wrażenie…
Wszystkie przeczytaliśmy. Książka najlepiej smakuje przeczytana szesnaście razy. Czytamy dzieciom oboje, z żoną.
Dużo jest książek w języku angielskim. Czy je także czytacie, czy tylko przeglądacie?
Czytamy, czytamy… Chodzi o otwarcie na język i o osłuchanie, nie o ambicję rodziców, aby już teraz dzieci mówiły dwoma językami. To jest naturalne, że na codzień jesteśmy w kontakcie z językiem angielskim, na przykład w filmach. Staś dużo rozumie, gdy ogląda bajki na angielskim kanale.
A o czym rozmawia tata ze Stasiem?
O wszystkim. Szczególnie o rzeczach ważnych dla niego. Na przykład o tym, co było w przedszkolu, co będzie za chwilę robił… o odkrywaniu nowych rzeczy. Staś, jak każde dziecko, zadaje sporo pytań.
Były już jakieś poważne rozmowy?
Ja wyłącznie poważnie rozmawiam.
W porządku, to zapytam inaczej… Czy Staś rozrabia?
Czasem tak. Generalnie jest bardzo grzeczny, słucha się. Jednak ulega także wpływom, więc czasami rozrabia.
Wróćmy jeszcze na chwilę do wakacji, ale tym razem tych spędzanych razem? Jak wyglądają Wasze?
Może na przykładzie. Byliśmy razem na Islandii. Na pierwszy rzut oka, to nie jest fajny wyjazd dla dziecka. Pojechanie pod przysłowiową gruszę, do lasu, na łąkę, nad jezioro jest fajniejsze. Mieliśmy sporo obaw. Samochód, 4 tysiące kilometrów, zimno. Ale Staś przeżył bez narzekania i bez oglądania filmów w samochodzie, co znaczy, że się nie nudził. Krótko mówiąc –okazał się twardzielem. Staramy się, aby każde wakacje były przygodą.
Robercie, to było już moje ostatnie pytanie do Ciebie. Bardzo dziękuję Ci za rozmowę i za dwie herbaty…
Nie ma, za co, również dziękuję.
Marcin Adamski
pełen profil autora
słowa kluczowe:
tacierzyństwo, macierzyństwo
czytaj komentarze