Chodzi mi o to...
„Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa”
J. Słowacki
Bogaty i poprawny język to kapitał dziecka – znajdziemy to zdanie w każdej pozycji omawiającej etapy rozwoju człowieka. Wydaje się jednak, że skoro oboje rodzice mówią po polsku, dziecko chodzi do polskojęzycznego przedszkola, to rozwój mowy toczy się bez naszego specjalnego i świadomego udziału. Tymczasem jest inaczej. Jeśli chcemy, by dziecko miało bogate słownictwo i posługiwało się poprawną polszczyzną, musimy podjąć metodyczną pracę. Przedszkole i szkoła będą wspierać działania bliskich, ale nie możemy liczyć, że nas – rodziców – w tym wyręczą.
Już u starszych przedszkolaków da się zauważyć duże dysproporcje w poziomie językowym. Są dzieci, które potrafią opowiadać skomplikowane historie bardzo plastycznie, używają obrazowego słownictwa, budują poprawne złożone zdania. Inne komunikują się przy pomocy krótkich zdań, równoważników, trudno zrozumieć, o co chodzi w ich opowieści, ma się wrażenie, że wypowiadają co drugą myśl.
Różnice te mogą pogłębiać się w szkole. Często można usłyszeć na lekcji: „wiem, o co chodzi, ale nie umiem tego wytłumaczyć”. Taki uczeń jest sfrustrowany niemożnością wysłowienia, a jego złość rośnie, bo jest gorzej oceniony. Nie wykonuje zadania, które umiałoby zrobić, ale nie zrozumiało słowa zawartego w poleceniu. Nauczyciel nie wystawi pozytywnej cenzurki za wiedzę, której uczeń nie umie zwerbalizować. Pamiętacie uczucie, kiedy brakuje wam odpowiedniego słowa w języku obcym? Tak czuje się wiele dzieci, tyle że nie potrafią wypowiedzieć się po polsku.
Co zrobić, by nasze dzieci nie były wtórnymi analfabetami?
Po pierwsze – musimy z nimi rozmawiać, po drugie – musimy z nimi rozmawiać, po trzecie – musimy z nimi rozmawiać… To od nas zależy, jaką dziecko będzie miało ogólną wiedzę o świecie, jakie wzorce językowe będzie stosowało. Czy na określenie czegoś, co mu się spodoba, będzie potrafiło znaleźć inne słowo niż „cool”. Jeżeli na pytanie, jak było w przedszkolu słyszymy „fajnie”, nie poprzestańmy na tym. Spróbujmy dociec, co to znaczy, pomóżmy dziecku sprecyzować odczucia. Pytajmy, jakie było menu, jak smakowały posiłki, jakie dziecko wyczuło przyprawy. Uczmy się piosenek z rytmiki, prośmy o wytłumaczenie niektórych słów, których znaczenia właśnie zapomnieliśmy. Na wycieczcie za miasto zwiedźmy ruiny zamku i zadbajmy o to, by słowo „ruiny” nie były jedynym odkryciem językowym tego dnia. Opowiedzmy, kto w nim mieszkał, dlaczego czerpał wodę ze studni, jakimi środkami komunikacji się poruszał i dlaczego to nie był samolot. W drodze do domu dyskretnie, bez atmosfery sprawdzianu, powtórzmy poznane słowa. Taka praca mozolnie wzbogaca słownictwo, a zaowocuje rozumieniem poleceń w szkole, umiejętnością uściślania wypowiedzi.
Moja córka narysowała tęczowe serce i powiedziała: „Ale to romantyczne, prawda mamo?” I zaraz dodała: „Ale co to znaczy?” Kilkulatek chłonie dosłownie wszystko, dlatego wykorzystajmy tę skłonność. Dbajmy o jakość komunikatów, które kierujemy do dziecka, albo którym się ono uważnie przysłuchuje. Umożliwimy mu budowanie poczucia własnej wartości, przygotujemy do czynnego uczestniczenia w otaczającej je rzeczywistości.
Dodatkowa lektura dla dociekliwych:
E. M. Skorek, Niektóre uwarunkowania psychospołecznych problemów uczniów z zaburzeniami mowy [W:] Pedagogika wobec przemian i reform oświaty, red. G. Mitkowska-Olejniczak i K. Uzdziecki, Zielona Góra 2000.
E. M. Skorek, Wspomaganie rozwoju mowy dziecka, Zielona Góra 2002.
M. Zarębina, Język polski w rozwoju jednostki. Analiza testów dzieci do wieku szkolnego. Rozwój semantyczny języka dziecka, Kraków 1980.
Jolanta Bidzińska
pedagog
pełen profil autora
słowa kluczowe:
język, mowa, polszczyzna
czytaj komentarze